Wsłuchaj się w głos życia

Staramy się robić
wszystko dobrze -
jesteśmy bardziej skupieni
na szczegółach.

LiWen i Jeff Chang serwują „Gua Bao”,
typowe tajwańskie uliczne jedzenie, aby podtrzymać tradycję.

Chcemy promować naszą kulturę poprzez typowe uliczne jedzenie.

Najważniejszą rzeczą w naszej codzienności jest szczęście. Dlatego każdego dnia robimy krok w tę stronę. W każdej małej rzeczy staramy się o szczęście. Moja żona skupia się bardziej na szczegółach - co trzeba zrobić danego dnia, żebyśmy przybliżyli się do naszych celów.

Zaczęła częściej gotować dla mnie w domu, ponieważ nie mogliśmy znaleźć w okolicy żadnego tajwańskiego jedzenia, które smakowałoby jak domowe. Staramy się to odtworzyć. A potem pomyśleliśmy sobie, że naprawdę świetnym pomysłem byłoby założyć firmę, ponieważ nie ma tu zbyt wiele tajwańskiego jedzenia. I tak właśnie powstała nasza firma. „Gua Bao” to najbardziej tradycyjne jedzenie na Tajwanie, tzw. jedzenie uliczne.

Chodzimy na ryneczek rolników i kupujemy świeże, w większości ekologiczne produkty.

Bardzo często chodzimy na ryneczek rolników. Kupujemy tam wszystkie warzywa, których używamy i mamy z rolnikami naprawdę dobre relacje. Dlatego kupujemy wszystko co akurat jest w sezonie. Rolnicy mówią nam, w jaki sposób uprawiają każde warzywo, jak powinno smakować, jak należy je gotować - i całą tę wiedzę zawieramy w naszych bułeczkach.

Tłumaczymy później klientom dlaczego coś smakuje w dany sposób i skąd mamy składniki. Zawsze udają się do rolników i kupują od nich produkty. Świeże. W większości ekologiczne, bez pestycydów - bardzo zdrowe. Produkty są zawsze zbierane wczesnym rankiem, przed rozpoczęciem targu, i przynoszone na ryneczek.

To dlatego nasze rzeczy smakują o wiele lepiej - używane przez nas składniki są lepszej jakości.

Na ryneczku wymieniamy się w zasadzie wszystkim.

Przedstawiamy naszych klientów, żeby wymienić się informacjami. Dlaczego coś jest pikantne, skąd coś mamy. Zawsze udają się do rolników i kupują od nich produkty.

Ryneczek rolników w dużym stopniu opiera się na handlu wymiennym. Wymieniamy nasze bułeczki na składniki albo kwiaty czy miód. Tak funkcjonuje gospodarka pomiędzy sprzedawcami na ryneczku rolników. Wielu z nas lubi po prostu wymieniać się z innymi tym, co mamy.

Sekretem naszych przepisów jest sos…

To przyprawa, którą zawsze kupujemy z Azji, a technika jest bardziej tajwańska - to wspomnienia naszej młodości. Wciąż jeździmy raz na rok na Tajwan, tak tylko, żeby przypomnieć sobie, jak wszystko powinno wyglądać.

Podróżujemy, aby znaleźć to, co najlepsze w naszym smaku.

Zyskujemy dobre wyobrażenie na temat tego, jak zdaniem innych osób powinno smakować Gua-Bao. Odwiedziliśmy znane restauracje i jedliśmy dania w podobnym stylu, który być może nas zainspiruje. W jego Gua-Bao jest smażony boczek wieprzowy, a nasz jest duszony; może to zmienić smak potrawy - sam sposób, w jaki ją przygotowujemy.

Moja żona wyszukuje wszystkich, którzy sprzedają Gua-Bao na świecie, sprawdza ich strony internetowe, śledzi ich na SNS, żeby obserwować reakcje ludzi na pewne stworzone przez te osoby smaki. Zanim założyliśmy tę firmę, poszła również do szkoły gastronomicznej, żeby nauczyć się amerykańskich i francuskich technik oraz smaku, który można by wziąć pod uwagę, próbując przyrządzać azjatyckie potrawy, które trafią do naszych klientów.

Kontynuując korzystanie z tej witryny, wyrażasz zgodę na przechowywanie plików cookie w przeglądarce w celu zapewnienia lepszej obsługi.
Zgodnie z dyrektywą UE o ochronie danych jesteśmy zobowiązani do wyjaśnienia, dlaczego używamy plików cookie w naszej witrynie internetowej.

Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się, jakich plików cookie używamy i dlaczego.
Zaakceptuj